Wpisy
Na początek przypomnienie o zabawie z nagrodami :)
Wprawdzie pogoda ostatnio nie rozpieszcza, ale jak pomyślę o letnich upałach, to od razu chce mi się pić :) A co może być lepszego na zaspokojenie pragnienia, jeśli nie mięta! To jeden z przepisów na wykorzystanie syropu cytrynowego, który ostatnio pojawił się na blogu.
Źródło inspiracji: Food Network.

Składniki (na 1 porcję = około 300 ml):
1 szklanka (250 ml) schłodzonego jogurtu naturalnego
pół szklanki (upchanej) liści świeżej mięty
2 łyżki syropy cytrynowego
kilka kostek lodu (opcjonalnie)
Wszystkie składniki umieścić w blenderze i zmiksować na gładko. Podawać od razu.
Smacznego!

Rejbak (terciek, kartoflak, kugiel) to nic innego, jak duży placek ziemniaczany, pieczony z mięsem. Potrawa została przejęta przez Kurpiów z kuchni żydowskiej, w której nosi nazwę kugel i jest rzecz jasna przygotowywana w wersji koszernej.
Na zdjęciach widać też fragmenty serwetki z tradycyjnym kurpiowskim haftem.
Przepis tradycyjny.

Składniki (na około 6 porcji lub 4 duże):
2 kg ziemniaków
500g mieszanki wędzonego boczku, słoniny i kiełbasy (lub tylko jednego z nich - u nas kiełbasa)
duża cebula
2-3 jajka
2-3 łyżki mąki
pół szklanki gorącego mleka
sól, pieprz do smaku
tłuszcz do posmarowania formy
Piekarnik nagrzać do 180oC. Formę wysmarować masłem (u nas okrągła o średnicy cm).
Kiełbasę pokroić w kostkę i zrumienić na suchej patelni. Cebulę pokroić w kostkę i dodać do kiełbasy - całość smażyć razem, aż cebula się zeszkli. Ziemniaki obrać i zetrzeć na tarce o drobnych oczkach, a następnie odcisnąć na durszlaku. Do ziemniaków wbić jajka, dodać mięso z cebulą, mąkę, doprawić szczodrze solą i pieprzem - wszystko starannie wymieszać. Następnie dolać mleko i raz jeszcze wymieszać. Przełożyć do przygotowanej formy, piec przez około godzinę (do zbrązowienia lub suchego patyczka).
Polecam konsumpcję na ciepło z chłodnym jogurtem naturalnym :)
Smacznego!


Wielkimi krokami zbliżają się trzecie urodziny Piekarnika... Wow! Trzecie! Musiałam liczyć to trzy (!) razy, żeby uwierzyć, że już tak długo prowadzę bloga. Każdy, kto mnie trochę zna, wie że mam ogromny zapał do różnych rzeczy, ale raczej słomiany ;) Na początku było to widać nawet tutaj - długie przerwy w postach mówią same za siebie. Ale trwam! A nawet coraz aktywniej uczestniczę w blogowym życiu, co sprawia mi dużo radości i satysfakcji. Mam nadzieję, że tak zostanie jeszcze baaaardzo długo.
W czasie trzech lat blogowania (i wcześniej) dużo piekłam, co nie zawsze dawało dobre rezultaty. Ich tu jednak nie znajdziecie, bo kto chciałby chwalić się porażkami? ;) Kiedy indziej znów wypiek był udany, ale rozczarowujący i też nie znalazł się na blogu. Tak było np. ostatnio, kiedy w programie Come Dine with Me zobaczyłam, jak uczestnicy-celebryci zajadają się pudingiem (dokładnie był to jam, bread and butter pudding Toma O'Connor'a). Jedli, aż im się uszy trzęsły, a z głośników tv dobiegały same "ochy" i "achy" - taki według wszystkich był pyszny. Zapaliłam się (nie tylko ja zresztą) i zrobiłam go na deser... Jadło go 6 osób i wszyscy zgodnie orzekliśmy, że się nie nadaje (jedna porcja nawet wylądowała w koszu). Widać to nie nasze smaki, ale jakby ktoś chciał spróbować, to wyżej zlinkowałam przepis :)
(nie lubię "gołych" wpisów, dlatego wstawiam Wam zdjęcie naszego mini-skalniaka na działce)

A teraz czas na konkurs urodzinowy!
W komentarzu do tego wpisu (na blogu) napiszcie o Waszych doświadczeniach tego typu - nieudane wypieki, przypalone obiady dla gości, niesmaczne potrawy itp. Zostawcie też namiar mejlowy! Spośród wszystkich uczestników zabawy wylosuję dwie osoby, które otrzymają zestawy-niespodzianki (w ich skład wejdzie coś do kuchni i coś o kuchni).
Na komentarze czekam do 26 maja, do godziny 23:59, a zwycięzców ogłoszę 27 maja, czyli w dniu urodzin Piekarnika :)
Będzie mi też bardzo miło, jeśli dołączycie do Piekarnika na FB :)
(Nie jest to jednak warunek wzięcia udziału w loterii)
Długo się wahałam, myślałam nad przepisem i już miałam zrezygnować, ale zdecydowałam się dołączyć do konkursu Irving i Durszlaka - na ostatnią chwilę :)
Moja propozycja to mus herbaciany, który można podawać schłodzony (czyli mus) lub zamrożony (czyli jako lody). Jest delikatny i lekki, a biała herbata nadaje mu specyficzny smak i aromat. Do tego przygotowanie tego deseru jest proste i jest to świetna propozycja na wykorzystanie białek.

Składniki (na 4-5 porcji):
1 torebka herbaty Irving Melon & Plum White
3 białka
3/4 szklanki cukru pudru, przesianego przez sitko (1/4 + 1/2)
250g śmietany kremówki 36%
3 łyżki śmietany 12%
Herbatę zaparzyć w 1/2 szklanki wody, ostudzić.
Białka ubić na sztywno, dodając pod koniec 1/4 szklanki cukru pudru.
W drugim naczyniu ubić śmietanę kremówkę na gęsty krem, następnie dodać do niego śmietanę, 5 łyżek herbaty i ponownie zmiksować. Delikatnie połączyć obie masy, używając dużej, drewnianej łyżki - dodawać po trochu ubitych białek do kremówki (najlepiej w 2-3 partiach) i mieszać do połączenia się mas w gładki krem. Nakładać do pucharków i zamrozić lub schłodzić.
Smacznego!




Na syrop cytrynowy natknęłam się ostatnio, szukając przepisów na smoothie. Prosty w wykonaniu i tak oczywisty, że... wcześniej nigdy go nie robiłam ;) Nada się znakomicie do koktajli, napojów, drinków, a pewnie i do ciast. Można zrobić sobie zapas i przechowywać w butelkach.
Źródło: Food Network

Składniki (na 250 ml syropu):
1 szklanka wody
1 szklanka cukru
skórka otarta z 2 cytryn
Wszystkie składniki umieścić w rondelku i zagotować (doprowadzić do wrzenia) na średnim ogniu. Zmniejszyć ogień i gotować bez przykrycia przez 5 minut, od czasu do czasu mieszając. Wystudzić, a przed użyciem przecedzić przez sitko (można też dodatkowo przelać przez gazę, żeby pozbyć się wszelkich farfocli).
Smacznego!


Krótko o dzisiejszych warsztatach, w których brałam udział. W siedzibie Agory w Warszawie, zaraz po konferencji Food Blogger Fest, odbyły się warsztaty fotografii kulinarnej prowadzone przez Beatę i Lubomira Lipov. Miałam okazję poćwiczyć trochę z aparatem, który pożyczyłam do testowania i przekonałam się... jak wiele jeszcze muszę się nauczyć o fotografowaniu! :) Teraz, pełna nowego zapału i z głową huczącą jeszcze od wskazówek i porad, zabieram się do jeszcze bardziej wytężonej pracy twórczej.
A poniżej malutka próbka - zdjęcia, które uznałam, że można pokazać publicznie :) Są autorstwa mojego i mojej siostry, która była na warsztatach razem ze mną (zdecydowałam jednak nie podpisywać które są czyje). Zdjęcia nie były poddawane żadnej dodatkowej obróbce.










... czyli Eton Mess w wersji rabarbarowej. Znika zanim się obejrzycie :)

Składniki (na 5 porcji):
500 ml schłodzonej śmietany kremówki 36% (używam Piątnicy)
2 łyżki cukru pudru
sos rabarbarowy
bezy (około 3-4 małe sztuki "na głowę")
Kremówkę ubić na gęsty krem z cukrem pudrem, a następnie wymieszać delikatnie (i niezbyt dokładnie) z rabarbarem i pokruszonymi bezami. Nakładać do pucharków i podawać od razu.
Smacznego!


Bezy robię od dawna, ale nigdy nie przywiązywałam wagi do ilości dodawanego cukru i robiłam to "na oko". Teraz, specjalnie dla potrzeb bloga, postanowiłam się raz zdyscyplinować i oto efekt. Przyjęłam zasadę 50g cukru na każde białko. Całkiem nieźle wyszły, prawda? :)

Składniki (na około 30 małych bez):
3 białka
szczypta soli
150g cukru
Piekarnik nagrzać do 110oC.
Białka ubić z solą na sztywną pianę - zaczynamy miksować od najwolniejszych obrotów miksera i powoli zwiększamy je, aż do największych (w ten sposób najlepiej napowietrzamy masę). Następnie dodawać cukier, ciągle miksując, po jednej łyżce. Gotową pianę nakładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, tworząc małe bezy (można do tego użyć łyżki lub rękawa cukierniczego). Wstawić do piekarnika i piec przez około 90 minut (na ostatnie 30 minut można uchylić drzwiczki piekarnika)*. Studzić w uchylonym piekarniku, a następnie przełożyć do szczelnego pojemnika lub zjeść od razu :)
* Suszenie zawsze odbywało się u mnie "na oko", a ponadto każdy piekarnik będzie działał inaczej, a bezy potrafią być dość kapryśne - dlatego polecam sprawdzanie ich w trakcie pieczenia - ja stukam je delikatnie palcem, żeby sprawdzić, czy są twarde z wierzchu.
Smacznego!




Jeden z obiecanych wczoraj przepisów z wykorzystaniem sosu rabarbarowego. Lody są kwaskowe - idealnie orzeźwiające na upały. Z podanych proporcji wychodzi niecały litr lodów.
Pomysł własny z wykorzystaniem przepisu na krem (z odrobinę zmienionymi proporcjami) z lodów toffi.

Składniki na krem:
150 ml mleka 3,2%
150 ml śmietany kremówki 36% (daję Piątnicę)
3 żółtka
70g drobnego cukru
Mleko
zmieszać z kremówką, podgrzać. Żółtka utrzeć z cukrem na kogel-mogel i
wlać do ciepłego mleka. Podgrzewać, aż zgęstnieje (nie gotować!). Masę
odstawić do ostygnięcia, a następnie schłodzić w lodówce.
Składniki na mus rabarbarowy:
350g rabarbaru
pół szklanki brązowego cukru
2 łyżki soku z cytryny
Rabarbar
umyć, osuszyć i pokroić na małe kawałki, a następnie włożyć do
garnuszka/rondelka. Zasypać cukrem i dodać sok z cytryny. Gotować na
wolnym ogniu przez około 15-20 minut (aż rabarbar zmięknie i odparuje
trochę soku). Wystudzić, zmiksować w blenderze i schłodzić w lodówce.
Po schłodzeniu obydwu mas,
zmieszać je razem i dalej:
- postępować wg instrukcji maszyny do lodów lub
- przełożyć do pojemnika i wstawić do zamrażarki (co jakiś czas wyjmować i mieszać, żeby rozbić kryształki lodu).
Smacznego!

Prosty przepis na sos, który można wykorzystać do różnych deserów. Jeśli uda Wam się dostać różowy rabarbar, to dodatkowo zyskacie na wyglądzie - nasz jest z zielonego, więc nie prezentuje się super, ale za to smakiem nie ustępuje innym. W sezonie rabarbarowym jak znalazł - wkrótce znajdziecie tu przepisy na jego wykorzystanie :)

Składniki:
350g rabarbaru
pół szklanki brązowego cukru
2 łyżki soku z cytryny
Rabarbar umyć, osuszyć i pokroić na małe kawałki, a następnie włożyć do garnuszka/rondelka. Zasypać cukrem i dodać sok z cytryny. Gotować na wolnym ogniu przez około 15-20 minut (aż rabarbar zmięknie i odparuje trochę soku). Wystudzić.
Podawać w takiej rozgotowanej formie lub zmiksować w blenderze na gładką masę.
Smacznego!





